1. O mnie

 

 

 

___________Raz jesteś na miejscu

___________jeśli trzeba komuś pomóc

 

 

 

 

 

instr_pilot_poligon_Jagodne-3

 

Wieża na poligonie „Jagodne” – pełniąc funkcje instruktora pilota na wieży o wysokości 58m. Latały MiG-29 ćwicząc ostre strzelania do celów naziemnych. Ja tu pełniłem rolę pomocy, gdyby pilot potrzebował takowej w razie problemów w powietrzu.

 

 

 


A raz możesz być tym, który tej pomocy potrzebuje

Tak los ułożył świat że teraz właśnie ja znalazłem się w sytuacji gdzie tej pomocy potrzebuję. I bez Was nie dam rady.

 

Rodzina zawsze była ze mną tylko ja tego aż tak nie zauważałem będąc pochłonięty pracą i lataniem.

Gabi21  Mlody_w_MiG-29

MiG-29

Teraz już troszkę podrośli 🙂 i są fantastyczni 🙂 🙂

s1  s2

 

Więcej o mnie znajdziesz tutaj



19 Responses to 1. O mnie

  1. niechcic says:

    Witam
    Jestem grafikiem – jeśli na potrzeby Pańskiej akcji potrzebne będzie przygotowanie jakichkolwiek projektów graficznych lub fotografii proszę o kontakt. wykonam je nieodpłatnie.
    Życzę dużo zdrowia, wytrwałości i przede wszystkim sukcesu w walce z chorobą.
    Michał Bogaciński

  2. admin says:

    Jest mi bardzo miło za chęć pomocy. Bardzo serdecznie dziękuję za tak bardzo fajną propozycję. Jeszcze raz dziękuję Michał.

  3. Bartek says:

    Czołem Panie Kapitanie! Jestem młodym żołnierzem obecnej 22blot w Mku. W związku że zbliża się czas rozliczania PIT myślę że nie będę musiał długo przekonywać kolegów aby przekazali 1% podatku dla kolegi po fachu!!

    Dużo zdrowia i pogody ducha!
    My żołnierze musimy trzymać się razem!

  4. Kuba sprajt2 says:

    Ode mnie i moich bliskich ma Pan gwarantowany procencik z PITu w zamian za pomysł na karierę w lotnictwie świeżoobronionego inż. budownictwa:) Lotnictwo to moja pasja ale za późno zacząłem słuchać serca. Jak pomysłu nie będzie to o procencik proszę się nie martwić i tak jest już Pana, pozdrawiam sprajt2

  5. Baśka says:

    Pracuję w biurze rachunkowym na Śląsku. Przychodzi do nas wiele osób z rozliczeniami rocznych zeznań podatkowych. Z doświadczenia wiem, że większość nie ma pomysłu na jaki cel przeznaczyć swój 1%. Najwięcej osób deklaruje się go przekazać po przeczytaniu ulotki informacyjnej (najlepiej ze zdjęciem). Jeśli mógłby Pan umieścić takiego „gotowca” na swojej stronie, chętnie go wydrukuje i umieszczę wśród innych. Udaje nam się zebrać konkretne sumy 🙂 I taka uwaga na przyszły rok – proszę takie ulotki rozsyłać np.drogą mailową, tak by dotarły do biur na przełomie lutego i marca. Życzę zdrowia.

  6. Marta says:

    mam nadzieje ze zbierze Pan wystarczajace srodki na leczenie. Razem z mezem dolozymy „cegielke” jak tylko bedziemy w Polsce.
    Czy probowal Pan leku (a raczej preparatu) o nazwie TFX? Te zastrzyki byly kiedys dawno produkowane przez jeleniogorska Jelfe. Okolo rok temu wznowiono produkcje (finepharm Jelenia Gora) i teraz te zastrzyki sa dostepne w aptekach na recepte a w niektoych bez. Prosze poczytac na forach, przejrzec ulotke – ten preparat nie ma skutkow ubocznych oprocz miejscowej reakcji alergicznej po wkluciach. Wedlug producenta uzyskuje sie bardzo dobre wyniki w leczeniu SM. A moze okaze sie ze to Panu pomoze?

  7. magda25gw says:

    Witam, z własnego doświadczenia wiem, z czym Pan się zmaga Panie Jacku, bo też choruję SM już 7 rok, więc wiem jak drogie jest leczenie. Ale mimo tego, że mnie udało się załapać na 2 letnią refundację gdyż jestem „młoda”, to za przeproszeniem szlag mnie trafia, jak słyszę o takich ludziach jak Pan, których nasza ojczyzna, mimo że długo jej służyli „kopie w tyłek”:( Ale jest nadzieja, być może jest szansa, gdyż mimo iż nie łapie się Pan na interferon jak przypuszczam, to załapie się Pan na lek o nazwie TYSABRI bądź na inne leki, w Poznaniu w Szpitalu MSWiA w tamtym roku prowadzili programy lekowe dla osób po 40 (niestety nie pamiętam nazwy leku), ale przy kolejnej wizycie postaram się czegoś dowiedzieć więcej. Trzymam kciuki za Pana. Pozdrawiam

  8. Gniewus says:

    Witam ! Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Zajmuje się projektowaniem stron internetowych. Jeśli coś trzeba pomóc jestem otwarty do pomocy za Free !
    Kontakt na e-mail Pozdrawiam !

  9. Adrian says:

    Witam.
    Niestety pieniężnie wspomóc nie mogę, ale bardzo chętnie pomogę przy oprawie graficznej i rozpromowaniu strony – oczywiście za free 🙂
    W razie pytań czy czegokolwiek proszę pisać na [email protected]
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  10. Monika says:

    Trafiłam tu przypadkiem – tak mawiają. Uważam, że nie ma w życiu przypadków. Wszystko ma swoją przyczynę a to, że jej akurat nie znamy, nie oznacza, że ona nie istnieje. Panie Jacku, nie znam Pana, nie wiem, jaką ma Pan energię życiową, jaki ton głosu… Wiem za to, co to jest SM, z tytułu uprawianego zawodu, chociażby. Szkoda, że nie mieszkam w Malborku, wsiadłabym w samochód i podzieliła się wiedzą teoretyczną i praktyczną w zakresie fizjoterapii….
    Panie Jacku, może to oklepane stwierdzenie, ale ja czuję, wiem, że puki Pan walczy – jest Pan zwycięzcą. Powtarzałam to swojej mamie, kiedy zmagała się z chłoniakiem. Nawet w dniu autoprzeszczepu szpiku kostnego, bo to była ostatnia deska ratunku – mama była „oporna” na leczenie i szybko nastąpił nawrót. Ona była na granicy śmierci ale powtarzałam jej jak mantrę te słowa. Później ona sama mówiła, że nastawiła swój mózg na opcję „zdrowie”. Na razie tak jest. A zagrożenie? Jest zawsze, zawsze choroba może wrócić. Ale obiecała mi, że zrobi wszystko, by doczekać chwili, kiedy zostanę mamą… a to nie prędko…choć, kto wie….
    Panie Jacku, nie będę Panu mówiła, co Pan musi, czego nie. To nie w tym rzecz. Chyba, że byłabym w swoim fizjoterapeutycznym uniformie:) Ogromne znaczenie w walce z każdą chorobą jest nastawienie. SM jak dotąd , jest nieuleczalną chorobą – to już na pewno Pan wie. Ale można z SM-em życ długie lata. Taką mantrę niech wyśle Pan mózgowi, swojemu umysłowi. Zastanawiał się Pan nad hipnozą w tym zakresie? Piszę z całą odpowiedzialnością fizjoterapeutki. Przeciętny człowiek wykorzystuje do 10% możliwości swojego mózgu a on ma ogromne możliwości. To, jak pacjent żyje z chorobą jest często na równi z tym, jakie leczenie „odbywa” ciało. Nie twierdzę, że jest łatwo. Jest trudno czasami. Widziałam to u mamy, widzę na codzień u swoich pacjentów. Nie można się poddawać. Po prostu nie można i tyle…
    Na pewno oglądał Pan „Niekończącą się opowieść”. To jest troche tak, jak z Atrejem i Artaxem, kiedy szli przez bagna rozpaczy. Artax się poddał…. Panu nie wolno! Tak najzwyczajniej, po ludzku nie wolno i koniec! Domyślam się schematu: strachy, odchodzący „pseudoprzyjaciele”, pojawiający się z nikąd ludzie z groszem lub dwoma, empatyczni, rozumiejący, współczujący. Niechaj Pana pasja latania daje Panu siłę do właśnie nie tyle walki z chorobą, co … spróbowania „zaprzyjaźnienia się” z nią. Ja wiem, jak to brzmi, ale piszę to, w oparciu o to, co widziałam u mamy, o swoją praktykę zawodową, o aspekty psychologiczne każdego chorowania. Mama płakała nie raz na widok swojej łysej od chemii głowy, twarzy bez rzęs, brwi, ciała bez tych małych włosków… i zaraz , chwilę potem, patrząc w lustro mówiła: „nic mi nie zrobisz , cholero” 🙂
    Dobrze, że jest tu tak wiele osób, dobrze, że zostawili ślad. Będę mocno o Panu myślała. Myśl ludzka to fala elektromagnetyczna, posiada długość, kierunek, amplitudę. Jeśli te myśli są podobne, wzmacniają się i docierają do adresata z prawdziwą siłą (mówi o tym psychotronika, psychokinetyka, parapsychologia) i Pan tę fale dobrych myśli odbierze. Podświadomie. I tak zacznie „wibrować” Pana mózg, nadając ton ciału. Chętnie podzielę się swoją wiedzą, proszę śmiało pisać.

    A na koniec życzę Panu błękitnego nieba. Czystego, optymistycznego, takiego z nadzieją na dobre, lepsze jutro. Niechaj każdy, spadający dzisiejszej nocy meteor przyniesie Panu siłę, wiarę i zostawi przy Panu wiernych, prawdziwych przyjaciół, rodzinę, dzieci. Bez nich nic nie jest warte. Ściskam!

  11. martusia013 says:

    Ja też trzymam kciuki za wiarę i walkę. Mój tata choruje na SM prawie 40 lat!!! zaczęło się gdy miał lat 20, teraz ma 56 i nawet nieźle się porusza. Kiedyś nie było takich możliwości leczenia i nie miały znaczenia żadne finanse. Pamiętam jak jeden z lekarzy zaproponował operację i wtedy powiedział tak: jeśli wszystko pójdzie dobrze może choroba się zatrzymie ale jeśli będą komplikacje będzie przykuty do łóżka, nie zaryzykował… może i lepiej bo w jego przypadku choroba tak szybko nie postępuje, lekarstwa bierze tylko jak następuje rzut choroby. Jak go obserwuję to widzę tą wolę walki każdego dnia, tą siłę jak nam wszystkim pokazuje, że on sobie poradzi bez pomocy innych, jak w przychodni zdrowia narzeka że go ciągamy po lekarzach i zajmujemy miejsce chorym jak on jest zdrowy i nic mu nie jest:) ale też pamiętam jedną jesień, kiedy nie spał w nocy, siedział, myślał i z dnia na dzień choroba postępowała gorzej niż latami. Wtedy musieliśmy przeprowadzić dużo rozmów z tata i lekarzami, żeby mu pomóc i udało się:) na tą chwilę chodzi o lasce, a wózek inwalidzki stoi w piwnicy i na szczęście w ogóle nie jest potrzebny. oczywiście pomożemy na ile będzie to możliwe:) jestem całym sercem z Panem! Trzymam kciuki!

    • flyshark says:

      Pani Marto
      Za mną już też jest wiele złych dni. Teraz jest wiecej lepszych niż gorszych aczolwiek i te złe też się zdażają 🙁
      Bardzo dziękuję za wpis i również życzę Wam jak najlepiej.
      Tak samo jak Wy trzymam kciuki, a razem możemy więcej.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz