Dziennik codziennik 2011

ROK ZAKOŃCZONY

„dziennik codziennik” jak sama nazwa wskazuje posłuży do opisywania życia doczesnego ;-).
Trochę słońca, trochę deszczu, trochę śmiechu, trochę łez

———————————————————————————————————————————————

KWIECIEŃ 2011

———————————————————————————————————————————————-

sobota 16 kwiecień 2011 – 09.00 –

Tak od soboty rano to głupio zaczynać ale cóż, robić coś trzeba. Sobota, sobotą a ćwiczyć mussssssss, tym bardziej jak się jest na turnusie rehabilitacyjnym. Właśnie za chwilę pędzę na ćwiczenia i terapię ręki. Nikt nie mówił że będzie łatwo.

Popołudnie dla ducha i ciała czyli kawa mielona świeża z imbirem i kardamonem. Pycha 🙂

niedziela 17 kwietnia 2011 – 14.00 –

Od niedzielnego rana trochę się „pogibać” i do komputera. Całe przedpołudnie robiłem bloga i znalazłem nawet chwilę czasu na kawę. Teraz obiad i chwila odpoczynku. Później napiszę o małej niespodziance jak mi wyjdzie. Qrcze niespodzianka nie wyszła ale szczepionka zrobiona i może za jakiś czas zaowocuje.

poniedziałek 18 kwietnia 2011 – 9.30 –

Ciężkie wstawanie po niedzieli – ale przecież wszyscy wiedzą jak to jest 🙂
Za godzinę na zabiegi ale najpierw kilka słów dla Was, sprawdzenie ważnych miejsc w necie, co na świecie, kto zginął a kto zabił. Trochę za dużo tych negatywnych przekazów. Zawsze mnie to irytowało. No i oczywiście nie może być dnia bez Smoleńska, niedobrze się robi. Tfu, polityka się wkradła. A niech tam, zabiegi rehabilitacyjne najważniejsze. Więc pędzę a po 13-tej popisze.

Dzisiaj przyszła pora na „balans”. Stajesz na tym podnóżku który nie wykonuje żadnych ruchów. Reaguje tylko na nacisk i musisz zaliczać po kolei punkty które widzisz na ekranie – tylko balansem ciała. Czyli przy okazji ćwiczę równowagę.

Jest powiedzmy 21, czasami 31 punktów, żeby je zaliczyć to powiem szczerze że nie jest to takie proste. Ale fajnie ćwiczy koordynację i równowagę.

 

Później była kriokomora. Lekarze mówią że drugie i trzecie wejście może być kryzysowe. I ja właśnie dzisiaj tak mam. Dzisiaj po kriokomorze okazało się że lekko mną „tąpneło” z równowagą i ogólnym osłabieniem. Mam nadzieję że jutro już dojdę do siebie i zacznie się „normalne” samopoczucie.
No a od godziny 16-ej latają nad Bornym F-16. Qrde.

środa 20 kwiecień 2011 – 9.30 –

Od samego śniadania mam jeszcze trochę czasu, ponieważ zaczynam o 10.30 zabiegi. Ale zanim zacznę codzienne ćwiczenia to chwilę poświęciłem i postanowiłem poczynić kroki coby umieścić tablo-cegiełkę na allegro jako aukcja charytatywna. Z tego co zrozumiałem to ja sam na leczenie nie mogę tego zrobić, a PTSR takich aukcji raczej nie prowadzi. A ponieważ nie mam możliwości samodzielnie na allegro, pozostaje sprzedaż bezpośrednia.
Chyba że może ma ktoś jakiś pomysł. Jakby co, można pisać bo jestem na miejscu ;-).
Samopoczucie może trochę lepsze bo i pogoda się poprawiła. Jeszcze kriokomora i mały odpoczynek. Może coś się zadzieje do końca dnia to napisze.

czwartek 21 kwietnia 2011 – 14.00 –

Zabiegi jak codzień. Ale dzisiaj była specyficzna kriokomora. Normalnie hardcore, 3,5 minuty w większości w kuckach w minus 120 stopni. Palce szczypią, nogi czerwone jak u raka, ale wszystko da się wytrzymać. Po południu wyjdę troszkę na słoneczko.

Dawne dowództwo wojsk radzieckich – teraz piękny nowoczesny ośrodek.

Zdjęcia co prawda z wczoraj ale na koniec jeszcze załapał sie „bornyj kot”.
Dzisiaj jest tak samo więc idę na słońce, F-16 i SU-22 dodatkowo latają. Do jutra 🙂

piątek 22 kwietnia 2011 – 16.30 –

No i tak, słoneczko piękne ja siedzę w pokoju i klepie w klawiature hmmmm. Kriokomorę coraz lepiej znoszę, dzisiaj praktycznie całe 3,5 minuty w kuckach i masakryczno zimnej sferze. Później oczywiście rozgrzewka na sali.
Zrobiłem wczoraj na spacerku trzy zdjęcia, które oczywiście przedstawiam.

Jutro mam zamiar podjechać na pobliskie lądowisko, bo dzisiaj siedząc, przygotowując i pisząc bloga, słyszę i widzę przez okno jak lata mi nad głową ZLIN 50 ?? i kręci akrobację. Pojadę i może coś pokrecę kamerą no i zrobię parę fotek, sam jestem ciekawy co tam jest. Oczywiście przedstawię i opiszę.
Spokojnych Świąt.

sobota 23 kwietnia 2011 – 16.30 –

Dzień zaczął się jak codzień. Wstawanko, śniadanie a ponieważ to sobota, więc sala ćwiczeń dostępna ogólnie jak się chce.
Trochę poćwiczyłem po czym wróciłem do pokoju i postanowiłem coś dla Was popisać a tu znowu słyszę jak kręci akrobację samolot. Nie wytrzymałem i złapałem kamerę, aparat i jadę znaleźć lotnisko-lądowisko. Po krótkiej jeździe wokół Bornego znajduję wjazd na lotnisko. Oczywiście znak zakazu wjazdu na lotnisko ale co to dla mnie złamać przepisy ;-). Podjeżdżając widzę hangar i skrzydła samolotu, no trafiłem idealnie – pomyślałem. Podjeżdżam pod hangar i po krótkiej sympatycznej rozmowie z sympatycznym personelem mogę połazić po hangarze i porobić zdjęcia. Po chwili przyjechał prezes który lata na te właśnie akrobacje, które widzę przez okno. Samolot okazał się EXTRA 200. Całkiem niezła maszynka.

Ponieważ to nie wszystko bo dostałem małe zaproszenie po świętach i jak będą latać to mam przyjechać ale tym razem pokręcę.
Kończąc krótką wizytę na lotnisku, zrobiłem mały rekonesans i jest kilka fajnych miejsc. Zrobię zdjęcia i pokażę po świętach. A wieczorkiem pokażę jeszcze jedną bardzo nieprzyjemną sytuację.

Oto ona:
Chcąc wyjechać na lotnisko zatrzymała mnie grupka personelu z ośrodka bo za ogrodzeniem coś się dzieję. Jak zobaczyłem co to jest, złapałem kamerkę i chciałem kręcić, ale niestety nie było w niej baterii 🙁 i został mi tylko telefon. Nie było czasu iść po baterię więc zdjęcia są robione telefonem.

Nowy Peugeot. Kierowcy nie było i nie można się było z nim skontaktować. Rodzina stała z boku i płakała. Niesamowita tragedia a oprócz tego bliskość bloku mieszkalnego i samochodów. W pewnym momencie zaczęło wszystko strzelać, opony, szyby, gdyby eksplodował zbiornik to mała masakra. Samochód zarejestrowany w Kaliszu i pewnie przyjechali na święta. Wyszła świąteczna nieprzyjemność. To tak na koniec dnia przed świętami. Pozdrowienia i wesołych świąt.

Wielka Niedziela 24 kwiecień 2011 – 09.30 –

Pozostałem w Bornym na Święta. Chociaż bardzo chciałbym być w domu, niestety nie mogłem ze względów ekonomicznych. Zrobiłem i przedstawiam kilka fotek z dzisiejszego świątecznego śniadania.

Lekarz neurolog a jednocześnie dyrektor ośrodka rehabilitacyjnego SM wraz z córeczką. Znalazł czas aby przyjechać do pacjentów w Wielką Niedzielę. Widać pod wieloma względami że ten ośrodek jest zupełnie inny.

 

poniedziałek „Śmingus Dyngus” 25 kwiecień 2011 – 13.00 –

Zostałem poproszony i wyruszyłem w ramach „pomocy sąsiedzkiej” celem zakupienia papierosów dla palczy i korzystając z okazji zrobiłem kilka zdjęć. Miejscowość nie duża ale oblewających nie spotkałem chociaż z samego rana i tak zostałem „obsikany” wodą przy śniadaniu. No każdy chciał obsikać prezesa ;-).
Wyruszając po ulicach Bornego Sulinowa zatrzymałem się przy historycznym czołgu. Drzemiąca w nim siła jest uśpiona i tylko czeka na dobre czasy 🙂

Pod drzemiącą siłą T-34

środa 27 kwiecień 2011 – 10.00 –

Święta, święta i po świętach. Musiałem zrobić małą przerwę ale dzisiaj już wszedłem na obroty. Zaraz zabiegi a potem kriokomora. Po obiedzie kawa i później eskapada na lotnisko i robienie zdjęć w dziwnych miejscach. Zobaczymy jak to wyjdzie. „Pędzę” na zabiegi………. No i po zabiegach, na lotnisku nic dzisiaj nie było. Pojechałem więc w kilka miejsc. Oto małe wyniki.

Jak sama nazwa wskazuje była to jakaś stacja obsługi samochodów.

Drzewa rosną na dachu

Nie zdążyli skończyć bloku 🙁 za to drzewa zdążyły wyrosnąć na dachu. Jak oni te płyty połączyli ??

Dewastacja dokonana przez człowieka, dokończyła przyroda. Mały dreszczyk po plecach, widoki jak w Czernobylu.

Porzucona rosyjska myśl techniczna w takim historyczym miejscu.

„Ruiny” przygnębiają ale ten rysunek mnie powalił.

Z tamtąd zawsze przylatywałem jak odchodziliśmy z poligonu po wykonanym zadaniu. Dziesiątki razy byłem nad Bornem Sulinowem w MiG-u ale nigdy nie byłem na nogach. Musiałem zachorować na tak paskudną chorobę żeby się tu znaleźć i zobaczyć to na własne oczy.

———————————————————————————————————————————————

MAJ 2011

———————————————————————————————————————————————-

niedziela 1 maj 2011 – 10.00 –

Już drugi dzień w domu i chwila odpoczynku po miesiącu „biegania” po zabiegach. Teraz muszę uporządkować parę spraw.

poniedziałek 2 maj 2011 – 11.00-

Okazuje się że początek miesiąca a tu rachunki nie popłacone. Zaraz banki przyjdą i będą chcieli mnie zlicytować ;-). Zastanawiam się jak ludzie radzą sobie z takim sprawami jak cały czas świętują i mają długie weekendy. Człowiek raz na jakiś czas wyjedzie poza dom i już setki problemów. Może to tylko ja tak mam ??
Za chwilę zabieram się za ćwiczenia, tak sobie pomyślałem że przynajmniej blog i wpisy na nim, zdyscyplinują mnie do bardziej systematycznej pracy. Bo jak już się wpisze (powie) to trzeba zrobić. Za oknem lata para dyżurna TANGO 11 i 12. A ja na dywan i do ćwiczeń.

wtorek 3 maj 201/p1 – 18.00 –

Mija dzień. Skoro święto to święto. Trochę internetu, jakaś dobra kawa z imbirem i kardamonem, a później trzeba jechać do nadmorskiej miejscowości Jantar. Tam Pan Janek ćwiczy mną i rehabilituje. Wieczór po tych masażach i ćwiczeniach pewnie będzie lekko senny ale to tak jest. Tzw. „kopa” z samopoczuciem dostanę pewnie jutro. A jutro przyda się werwa do pra cy bo i opony trzeba zmienić, półkę powiesić, no i urodziny poobchodzić 🙂

środa 4 maj 2011 – 8.30 –

Co prawda wstałem dzisiaj o 7.00 ale czuje się OK. No cóż, należałoby się pogodzić z tym że zaczynam 44-y rok życia. Ale z drugiej strony cieszę się że dało radę tyle przeżyć :-). Dobra – nie ma co się rozJak sama nazwa wskazuje była to jakaś stacja obsługi samochodów./aczulać nad wiekiem, a teraz trzeba tylko patrzeć do przodu i myśleć o dzieciach. Ja swoje zrobiłem, muszę dopilnować żeby „potworki” cieszyły się z życia. Dlatego też rękawice bokserskie i do boju !!!!!!!!!!.

czwartek 5 maj 2011 – 17.00 –

Zmieniłem wczoraj w końcu opony na letnie 🙂 ale to początek moich doznań. Musiałem odwiedzić dentystę :-(, łatwo nie było buuuuuuu. Złamałem ząb na chlebie 🙁 – nie jedzcie chleba hehehe. Normalnie dla mnie tragedia bo musi mi robić koronkę a do tej pory muszę być lekko scerbato-sepleniący czyli szsssss. Niestety po kieszeni też stuknie, trudno będzie trzeba sobie inne rzeczy odmówić. No ale dzisiaj postanowiłem być bohaterem w swoim domu, zamontowałem i powiesiłem z małą pomocą dwie półki w pokoju Gabrysi. Wyszło całkiem nieźle. Widzę po sobie że chemia z rehabilitacją działa na mnie pozytywnie. Nawet wiertarką zacząłem w miarę dobrze operować. Co prawda są widoczne ograniczenia ruchowe i koordynacyjne ale nie pogarsza się, coś tam ze mnie może jeszcze będzie :-). A półki prezentują się okazale.

piątek 6 maj 2011 – 12.00 –

Nowy dzień, nowe wyzwania. Każdy dzień w 90% rozpoczynam tak samo. Od łykania  suplementów diety. Bez nich zarówno jak bez ćwiczeń nie byłoby funkcjonowania. To na zdjęciu jest tylko częścią całości.

Do tego dochodzi witamina B, C, wapno, i olej lniany. Sporo ale mus. Było tak że nie mogłem za bardzo chodzić teraz jest lepiej a wierzę że będzie jeszcze lepiej. Dzisiaj mam jeszcze wyjazd do Jantar na rehabilitację i dwa dni „odpoczynku”. W poniedziałek – Bydgoszcz. 3 dni szpitala z podaniem chemii. Później następne dni do pokonania.

sobota 7 maj 2011 – 10.00 –

Z czasem kiedy zaczyna robić się ciepło i świeci słońce niektórym organizmom wydaje się że może wszystko. Dwa gołębie postanowiły zadomowić się na moim balkonie. Oczywiście moim dziewczynom niezmiernie się to podobało. Uwiecznione na zdjęciach chęć zadomowienia się w donicy zrobiła Gabrysia. Trochę posiedzieli a później zmiana decyzji. I poleciałyyyyyyyyyyyyyy, niestety nie mam pojęcia gdzie.

niedziela 7 maj 2011 – 11.00 –

Jutro Bydgoszcz i 6 podanie chemii. Przez 3 dni zero kontaktu, no chyba że telefoniczny. Nr telefonu jest tutaj >> http://www.flyshark.republika.pl/Stwardnienie_rozsiane/prosba_o_pomoc.htm

środa 11 maj 2011 – 16.00 –

Wróciłem z Bydgoszczy. Ale było tak: w poniedziałek zameldowałem się w 10 Szpitalu na oddziale neurologi. Po zalegnięciu na łóżko podjechali ze statywem i od razu kroplówka dożylna dexawen, zawsze podawany dzień przed chemią i dzień po chemii.  Po tym poszedłem na koniec korytarza i spojrzałem w górę. Niebo przecinały pasażery i tak sobie pomyślałem że tu na dole lądowisko a na górze samoloty pasażerskie. Już nawet w takim miejscu lotnictwo się mnie czepia i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Wtorek rano wzieli krew i oddałem mocz do badania. Później obowiązkowe EKG i echo serca. Zespół lekarski kwalifikuje o podaniu chemii do tego momentu musi minąć jeszcze kilka godzin bo lek musi być dostarczony do szpitala. Nie ma go na miejscu. Taka „procedura”.

Chemię podaje piękna „ninja” w biało seledynowym kitlu. Zaraz po tym przylatuje „eurokopter” i przywozi pana, który spadł z balkonu.

po przekazaniu chorego „eurokopter” odleciał. Chłopaki robią dobrą robotę.

Był wieczorem jeszcze raz ale już nie dałem rady zrobić fotki. Bardzo ładnie oświetlony i efekt super. Ładnie się pokłonił i odlecieli czuwać dalej.
Dziś rano czyli środa, wstałem taki nijaki ale myśl o wyjechaniu do domu podtrzymywała mnie w ruchu. Przed wyjazdem jeszcze jedna kroplówka, wypisy i do domu. W miarę szybko żeby to gorsze samopoczucie złapało mnie już na miejscu. I tak było. Dotarłem do domu i dopiero na miejscu przyszło to złe. Ale mam nadzieję że szybko przejdzie.
Jutro coś skrobne.

czwartek 12 maj 2011 – 11.00 –

Samopoczucie idzie ku lepszemu. Mam jeszcze dziwne odruchy przewodu pokarmowego i wszystko mi śmierdzi. Tak już jest po tym specyfiku. Tłumaczę to sobie że pół roku nie brałem i organizm się trochę już odzwyczaił. Teraz musi znowu lekko przywyknąć. Powinno się poprawić za jakiś czas przewodnictwo nerwowe to i ruchowość podskoczy a za nim sprawność fizyczna. Jak na razie znoszę całkiem nieźle. U mnie za oknem latają sobie słowackie MiG-29 bo nasze zawieszone. Przyleciały na ćwiczenia Eagle Talon. Pokazuje się też SU-22 i nasze F-16. Takie tam małe przelociki przed balkonem 🙂
Na razie tyle, może coś wieczorkiem. Pozdrawiam wszystkich czytających.

piątek 13 maj 2011 – 20.00 –

Jak sama nazwa wskazuje jest pechowo ale z drugiej strony całkiem nieźle. Komar mnie ugryzł i zdechł – niezłe jaja no nie ?? 😉
Od samego rana jest do dupy, potem jazda do Jantar na rehabilitację i wieczorem czuje się jak wypluty. Co prawda jeszcze parę miesięcy temu właśnie zacząłbym być strasznie chory i gorączkowy. Teraz po masażach jest naprawdę ok. Zaskakująco szybko wracam do lepszego samopoczucia. Masażysta kosztuje ale widać efekty. Teraz weekend w domu i troszkę odpoczynku.

sobota 14 maj 2011 – 12.00 –

Już myślałem że w miarę szybko przejdę przez okres złego samopoczucia. Niestety, okazuje się że ten paździoch jest tak nieprzewidywalny że dzisiaj rano nastąpiło małe tąpnięcie i nie miałem siły nawet ustać. Dopiero po południu zrobiło się trochę lepiej. Ogólnie brak siły i apatia, nie chce mi się nic, po prostu bleleleeleeeeeee. W poniedziałek mam zaplanowany Ciechochocinek i nie wiem czy dam radę. Jak tak dalej mnie przytrzyma do będzie tzw. dupa.

niedziela 15 maj 2011 – 19.00 –

Dzisiaj cały dzień walczyłem ze sobą, swoim samopoczuciem, i Ciechocinkiem. Dzwoniłem, ustalałem i niestety musiałem podjąć ostateczną decyzję – ze względu na zły stan samopoczucia po podanej chemii wyjazd do Ciechocinka odwołany. Bardzo jestem zły, ponieważ chciałem jechać. Niestety pewnych spraw zdrowotnych przeskoczyć się nie da. Bardzo dziękuję Konradowi „kifcio” za wszystko, nie sądziłem że podanie chemii przyblokuje mnie na taki okres.

czwartek 19 maj 2011 – 09.00-

Minęło kilka dni bez pisania – trochę nie mogłem, trochę nie miałem siły i weny. Chemia odchodzi powoli w zapomnienie i wraca lepsze samopoczucie. Niestety oprócz dolegliwości chemii, choroby i innych problemów znajdzie zawsze kilka osób, które uważają że powinienem skakać na każde skinięcie palcem i klawiaturą. No właśnie nie mogę, bo trzeba tylko zrozumieć że oprócz choroby z którą człowiek się boryka, mam jeszcze rodzinę, sprawy do załatwienia i inne problemy. Nie zawsze mogę reagować natychmiastowo. A nos mam normalny i oprócz niego widzę jeszcze inne nosy 🙂 Ale myślę że nie tylko mnie przejdzie ten zły czas i wszystko wróci do normy.

piątek 20 maj 2011 – 14.30 –

Dzisiaj postanowiłem dać sobie wolne na 3 dni 🙂 Wiem że należy codziennie ćwiczyć ale czasami oragnizm informuje Cię że dzisiaj NIE – a ja go słucham. Tym bardziej że ostatnio zaniedbałem niektórych moich znajomych i postanowiłem poświęcić im chwilę czasu. Siedząc sobie i słuchając ESKI robię jak zwykle kilka rzeczy na raz i czasami zastanawiam się gdzie i po co ???? No ale tak już jest ze mną 😉
Doprowadziłem wczoraj do finału i zleciłem drukarni na wydrukowanie tablo – sądzę że pięknie wyjdzie. Jak tylko odbiorę partie to oczywiście zrobię zdjęcie i umieszcze.

Od 1 września znowu rusza dziennik………………………………..

———————————————————————————————————————————————

WRZESIEŃ 2011

———————————————————————————————————————————————-

czwartek 1 wrzesień 2011 – 09.00 –

Z samego rana po dłuższej przerwie powracam. Co prawda są dziś same rocznice, więc zaczne od wojennej. Jakby był ktoś kto nie wie lub nie zauważył:
– to wybuch II wojny światowej, którą wygraliśmy żeby potem przegrać;
– to kolejna prawie okrągła bo 8 rocznica mojego ostatniego lotu na MiG-21 ( był to powrót z pokazów w Radomiu );
– no i 4 rocznica „nie palenia”, było na początku troszkę ciężko ale dałem radę;
Wiele się wydarzyło w moim „niebycie” od 20 maja i jakoś powoli będę to wrzucał zdjęcia i filmy. Trochę tu, trochę w video.
Moje samopoczucie jest jak huśtawka ale dzięki opatrzności nie pogarsza się na tyle znacząco żeby to zauważać z dnia na dzień.
Tak po krótce od końca maja – czerwiec był statyczny i bez „szarpnięć”.
Lipiec do połowy spokojny a druga połówka to Borne Sulinowo z rodzinką i tutaj wielkie dzięki dla właścicieli TRATTORIA za wspaniałe i fajne – ulgowo potraktowanie mojej rodziny w czasie pobytu. Ja byłem w centrum rehabilitacji na turnusie a rodzinka w TRATTORII ale ogólnie byliśmy razem. W TRATTORII są fajne warunki do noclegu nawet kilkudniowego a jedzenie „bomba”.

Sierpień to wyjazd do rodzinnego Krasnegostawu i później do Zakopanego. I tu chciałbym bardzo podziękować DSP za zorganizowanie pobytu dla mnie i całej rodziny. Co prawda nie długo bo w Zakopanym nie można długo wytrzymać ale było fajnie i odpoczynkowo. 🙂


od Bukowiny                       droga na Gubałówkę                               kościół Papieski               Gronik i Czerwone Wierchy

 

mostek na Krupówkach

Teraz zmykam na małe ćwiczenia.

piątek 2 wrzesień 2011 – 14.30 –

Dzisiaj jest dzień zakręcony. Musiałem odwiedzić mój malborski urząd skarbowy i dopełnić obywatelskiego obowiązku oddania państwu Waszych pieniędzy czyli prawie 10 000 złotych, takie mamy państwo. Niedługo będziemy płacić za oddychanie. Następnie do serwisu w Tczewie co by umówić się na spotkanie wymiany drzwi i nadkola w moim samochodzie, bo starszy pan z 1935 roku siedząc w samochodzie POLONEZ postanowił wyjechać na skrzyżowanie z ulicy podporządkowanej właśnie wtedy kiedy ja je opuszczałem. No i było „bum”. Gość nawet za bardzo nie wiedział o co chodzi. Policja była zaskoczona tym facetem. Zafundował mi kupe nerwów, przestraszył mi dziecko. Tylko dlatego że nie bardzo słyszy i widzi. No a ja teraz tułam się po serwisach. No i musiałem zrobić kilka przesyłek a muszę powiedzieć że nie jest to wcale takie proste. Ale cóż się nie robi dla tak wspaniałych ludzi jak Wy. Traktuje to jako część rehabilitacji, bo niektórych sytuacji i spraw nie da się odłożyć. Na razie tylko piszę ale przyjdzie czas i dołożę zdjęcia. Nie dam razdy wszystkiego na raz. No to czas na kolejne ziółka i do jutra. Jutro chwila odpoczynku. Papatrzę na zdjęcia i coś przygotuje. Pa.

sobota 3 wrzesień 2011 – 12.00 –

Wstawanko co prawda wcześniej bo o 8.00. Jak wstaje później to dnia mi brakuje albo coś ucieka. A do pisania zebrałem się dopiero teraz. Wcześniej trochę ćwiczonek, zrobienie kilku przesyłek bo one mnie najbardziej osłabiają. Ale położyłem w bezpiecznym miejscu bo Puchatek i schowana ekipa pilnuje.

Przygotowane do wysłania w poniedziałek.

No i dzisiaj po raz kolejny przyszedł mi rachunek od pewnego operatora :-). Może jest ktoś „kumaty” i wytłumaczy mi pewien paradoks. Otóż na całym świecie walczy się o to aby przesyłki były jak najlżejsze – no bo wiadomo koszt transportu, żeby było taniej itd., a tu firma (in post) dokleja do swoich przesyłek kawał blachy żeby była cięższa. Po kiego grzyba ???????? Oprócz tego strasznie opóźnia przesyłki. Czy jest jakieś sensowne wytłumaczenie tej sytuacji ????????

No ale cóż, ten kraj i te ustalenia tzw. „procedury” są w wielu przypadkach tak idiotyczne że aż nie do uwierzenia.

niedziela 4 wrzesień 2011 – 12.00 –

Sobota i niedziela to taka mała stagnacja. W moim przypadku lubię jak coś się dzieję, najlepiej pozytywnego. Nie zauważam wtedy tak bardzo dolegliwości i choroby. Ale i tak trzeba dostosować się się do codziennych planów. Codziennie wieczorem robię plan na następny dzień, wieczorem pada pytanie – „co jutro robimy”??, całe życie spędziłem na kalendarzu więc niestety weszło mi to w krew. Nie mogę powiedzieć o sobie że żyję bestrosko.
Począwszy od planowania turnusów rehabilitacyjnych i wyjazdów wakacyjnych skończywszy na codziennych sprawach. Codzienne picie leków i ćwiczenia muszą współgrać z planami dnia codziennego. Weekend jest okresem bezruchu i sferą dla mnie małej nicości. Łaże po domu i nie mam gdzie rąk wsadzić :-).

poniedziałek 5 wrzesień 2011 – 11.00 –

No to zaczynamy nowy tydzień. Rano czułem się jakbym obalił flaszkę a przecież nic nie piłem. Kijowe samopoczucie, w nosie kręci i jestem jak typowa śnięta ryba. Czuję na sobie jakąś małą infekcję a każdy taki wirusik odbija się negatywnie na samopoczuciu. Zaplanowałem sobie parę rzeczy i będę musiał zweryfikować.

wtorek 6 wrzesień 2011 – 10.30 –

Dzisiaj jest zdecydowanie lepszy dzień. W tej chorobie są wahania samopoczucia i nastrojów. Ponieważ jestem zaopatrzony w różne specyfiki i suplementy poprawiające ten stan ( działają ze sporym opóźnieniem ) to czasami muszę zwiększyć ilość. Najważniejsze że można je kupić tylko szkoda że takie drogie 🙁

czwartek 8 wrzesień 2011 – 09.00 –

Czuje w kościach i nosie że idzie jesień. Inaczej się rano czuję, lekko gorzej, w ciągu dnia zdecydowanie się poprawia ale samopoczucie jest gorsze. Znowu jestem mile zaskoczony bo zaproszono mnie do galerii Malta na 1 października a będzie tam obchodzone święto 2 Skrzydła Lotnictwa Taktycznego oraz aukcja przedmiotów i gadżetów lotniczych.
Jeszcze będę pisał o tej imprezie ale już dziś zapraszam Was do Poznania. Chciałbym wszystkim podziękować osobiście.
Dzisiaj także dostałem „wstępne” bo nie wiadomo na 100% jak i kiedy – zaproszenie na program do „Kawa czy Herbata”. Co dzień jest jakieś zaskoczenie.

piątek 9 wrzesień 2011 – 09.00 –

Dzień zaczął się całkiem nieźle. Bez większego bólu i wyspany. Biorąc pod uwagę to że kiedyś na początku choroby spałem po 2-3 godziny to jest to pod kątem snu powrót prawie do normalności. Codziennie coś się zauważa i codziennie coś się zmienia. Wczoraj nie mogę „tego” a dzisiaj już mogę „to” a nie mogę „tamtego”. No i przez cały czas mam „mrówki” na lewej łopatce. Trochę irytujące. Niestety mój przypadek to przypadek choroby powolutku postępującej ale dzięki Bogu nie tak bardzo agresywnej. Gdyby nie leki i pomoc z zewnątrz to prawdopodobnie już bym nie chodził i byłoby o wiele gorzej. W ciągu dnia coś się pewnie jeszcze wydarzy to napisze.

sobota 10 wrzesień 2011 – 10.30 –

Co tu dużo opowiadać, jest poranna sobota i chciałoby się pisać same pozytywy ale są dni kiedy się nie da. Dzień jest piękny, słoneczny a ja się nie za bardzo czuje :-(. Chyba przejdę do pomysłu owej lwicy i poczekam na poniedziałek.


niedziela 11 wrzesień 2011 – 10.00 –

Rano po walce jestem trochę niewyspany i zniesmaczony. Polsat mnie wkurzył bo jako jeden z wielu abonentów tego operatora nie mogłem sobie obejrzeć walki jak człowiek tylko nakazał sobie za to zapłacić i to ile. Przecież płacę im, co miesiąc abonament. Okazali się warchołami. Przełączyłem sobie na RTL i całą walkę obejrzałem w super jakości za free – tylko tyle że po niemiecku, ale co tam było komentować ??
U Adamka chyba coś nie zagrało z psychiką. Beke miałem z Kliczki bo twarz miał od czoła do ust białą i wyglądał jak ten z opery hehehehe.
No i od rana wszyscy wspominają ataki, to i ja coś napiszę. Tamten dzień 11/09/2001. Około 14.00 byłem w Elblągu z żoną u ginekologa. Już niedługo miała przyjść na świat Gabrysia. Stałem, czekając na koniec wizyty i słuchałem radia w samochodzie. Wypowiadał się Dziewulski na temat sytuacji że jest to na 100% zamach a nie wypadek. Na żywo tego nie oglądałem i dopiero po powrocie do domu włączyłem TV – i ………- szok. Dzisiaj jak co roku pewnie cały dzień WTC. Wyłączam TV.

poniedziałek 12 wrzesień 2011 – 09.00 –

Noc była extra, obudził mnie grzmot po piorunie. Myślałem że pierdyknęło w blok, aż mi się rodzinka pobudziła i łazili po mieszkaniu, burza i deszcz był wielk/a/pi. Ale po wielo Doprowadziłem wczoraj do finału i zleciłem drukarni na wydrukowanie letniej obserwacji muszę powiedzieć że pod względem pogodowym, Malbork jest bardzo bezpiecznym miejsce. No i efektem jest niewyspany Jacek w poniedziałek  🙁
Chyba zacznę pisać po 16.00 bo tak rano to nie ma o czym klepać. Zawsze rano czuje się do bani i dopiero w ciągu dnia się polepsza. To w taki razie do przeczytania po 16.00.

wtorek 13 wrzesień 2011 – 21.00 –

Kolejny piękny dzień – minął. Trochę się poobijałem, trochę swoich ćwiczeń a po południu wyjazdowa rehabilitacja w ośrodku MEDERI. Narodziła się nowa koncepcja i pewnie dojdzie do skutku, otóż skontaktowało się dzisiaj ze mną radio Lublin i będziemy robić program o SM a przy okazji trochę ja powiem. Jak i kiedy jeszcze będziemy uzgadniać. Jakby co to na dzień dzisiejszy nie wiem jeszcze nic na pewno jeżeli chodzi o TVP i program „Kawa czy herbata”. Jak nie będzie się mówić o SM to nic w tym temacie nie ruszy. Może właśnie teraz jest ten czas że ja swoją walką coś zmienię. Jakby się dało tylko trochę to już dobrze.

środa 14 wrzesień 2011 – 18.00 –

Zerwałem się rano ze świdrem w nosie, myślałem że mnie szlag trafi. Garść suplementów na dzień dobry, a od kichania to myślałem że mi mordę urwie. Idzie jesień i czuć to w moich kościach bo samopoczucie mi daje po dupie. Ciężko co jakiś czas wychodzić mi na IV piętro. Ale i tak jest lepiej jak było. Mija 19.00 i w sumie nic ważnego się nie wydarzyło. To do jutra.

czwartek 15 wrzesień 2011

Muszę powiedzieć że dzisiaj jest dzień w którym czuje się bardzo dobrze. Mam chwilami lekkie zawroty głowy, ale są one do opanowania i bardzo fajnie się czuję. Jednak jak człowiek się położy o sensownej godzinie i spokojnie wyśpi to nawet jak dziś wstałem przed siódmą a czuję się wypoczęty. Przez cały dzień chce się coś robić, zero empatii i niechciejstwa. Właśnie o to w walce z tą chorobą chodzi.  Co prawda nie za bardzo dziś poćwiczyłem, bo byłem chwilowo zajęty a później już mały leniuszek, wyszło mi tylko kilka pompek i basta na dzisiaj. Codzienną miarą mojej sprawności jest wkładanie spodni na stojąco oraz wkładanie butów bez pomocy rąk. Są też schody na IV piętro – przy wchodzeniu staram się nie przytrzymywać rękami ścian ani poręczy, dobry trening na stabilizację i koordynację. W większości razu nie mogę tego zrobić i jestem tak zmęczony że masakra. Dzisiaj było całkiem nieźle.

piątek 16 wrzesień 2011

Dzisiaj postanowiłem pójść po linii reklamy :-). Przejrzałem oferty na allegro i zaplanowałem kilka wersji umieszczenia adresu strony internetowej i bloga na bocznej lub tylnej szybie. Niby jest kilka fajnych ofert, ale ja sam nie wiem do końca jak miałoby to wyglądać żeby było dobrze. Później pstryknę zdjęcia i coś pomyślę, oczywiście tu pokarzę. Może ktoś mi coś doradzi lub zaproponuje. Do później.

sobota 17 wrzesień 2011

Wczoraj zrobiłem kilka zdjęć, potem siadłem i w prymitywny ale wymowny sposób przedstawiłem moją wizję naklejki na szybę. Teraz muszę tylko poszukać, która mogłaby wykonać taki lub podobny projekt i przenieść na folię. Bardziej by mi zależało na naklejce którą nakleja się od wewnątrz ( wiadomo – względy wytrzymałościowe ), zresztą ten który robi takie rzeczy wiedziałby najlepiej. Mam nadzieję że ktoś się znajdzie.A tu podaje wymiary szyb i moją wizję jak miałoby to wyglądać. Każdą propozycję z zewnątrz oczywiście przyjmę pod rozwagę.

 

 


 


No i jeszcze moja Danusia wyciągnęła mnie dziś do „miasta” celem zakupu jakiegoś ubranka na program w TV. W przymierzalni o zgrozo odkryłem że przytyłem, to straszne 🙁 Muszę pozbyć się 5 kilogramów. Łomatko !!!!

Jutro po południu wyjeżdżam już do Warszawy do moich znajomych żeby przespać noc i skoczyć rano na Woronicza. W planach jest jeszczeradio Wnet Pana Krzysztofa Skowrońskiego. Co dalej – zobaczymy na ile sił wystarczy. Trzeba to ciągnąć póki jest okazja. Są ludzie tacy jak ja którzy potrzebują zmian i na nie czekają. Jak wrócę to postaram się przedstawić rezultaty rozmów kuluarowych.

wtorek 20 wrzesień 2011

Wczoraj byłem nieobecny. Miałem przyjemność być gościem programu „Pytanie na śniadanie”. Największy problem był z dojazdem i poruszaniem się po Warszawie – TRAGEDIA w porze porannej. Ale jakoś dałem radę – dla idei i walki z SM zrobię wszystko. Potraktowałem to jako kolejną część, bitwę z SM. Wojna ciągle trwa i mam nadzieję – czuję że coś drga, że wielu chorym damy radę trochę pomóc chociażby wydłużając okres leczenia. Może uda się większa refundacja. Ja też tego potrzebuję. Sporo osób pewnie widziało wejście na antenie, szkoda tylko że tak mało czasu było na powiedzenie kilka ważnych spraw. Ja ze swojej strony nie zdążyłem tylko Wam wszystkim podziękować za pomoc i wsparcie bo pani Popek już mrugała że zaraz kończymy ale sądzę że te ważniejsze problemy zostały znowu podniesione do poziomu dyskusji i nie pójdą w zapomnienie. Chociaż ja dopóki mam siłę będę robił wszystko, aby ten problem nie zatarł się i cały czas gdzieś był. Dobre są do tego media. Jak na razie przychylne. Z Woronicza pojechaliśmy do dawnego Hotelu Europejskiego przy placu Piłsudskiego. Tam jest teraz siedziba radia Wnet. Dzięki Bogdanowi Węgrzynkowi oraz telewizji internetowej 4event.tv nagraliśmy materiał. Zrobił wywiad ze mną Pan Krzysztof Skowroński, legenda radia Zet, takie sytuacje też powodują że człowiek ma chęć do walki z chorobą. Jest sporo do przedstawienia i potrzebuję chwili czasu żeby obrobić i wrzucić do neta. Przy mojej prędkości internetu będzie to trwało. Ale będzie. Proszę o cierpliwość i pozdrawiam.

Niesamowita rzecz spotkać się z takimi ludźmi, porozmawiać. A jeszcze bardziej niesamowite jest to że Ci ludzie, naprawdę sławni i tacy normalni – chcą pomóc i tak po ludzku fajnie podchodzą do sprawy. To powoduje że chce się walczyć i podejmować temat. Szczerze Wam przyjaciele dziękuję i zrobię wszystko aby walczyć dalej.

środa 21 wrzesień 2011

Zaczęła się normalność. Ale bez nerwowych ruchów, dzisiaj Jantar i specjalistyczna rehabilitacja połączona z masażami u Pana Janka. Cały dzień powoli opróżnianie pokoju i przestawianie mebli bo postanowiliśmy go troszkę odświeżyć i pomalować. Traktuję to jako mały czynnik rehabilitacyjno ruchowy. Hmm, rozkręciłem stół i musiałem odpocząć bo brak sił. Po wyniesieniu go z Danusią do innego pokoju poległem na łóżku. Za duży ciężar i mnie spięło. Siła jakaś jest, ale jednostkowa i muszę odpocząć. Denerwuje mnie lekki brak czasu, bo chciałem obrobić moje video i wyjazdy do TVP oraz radia Wnet i tak naprawdę nie mam kiedy. Następnie je udostępnić na stronach. Do takich rzeczy potrzebuje spokoju i powolności a nie robiąc jedno robię jeszcze trzy inne rzeczy. Te czasy niestety już minęły. No i mój Internet jest jak ślimak.

czwartek 22 wrzesień 2011

Dzisiaj tak na poważnie zacząłem powolne odświeżanie pokoju. Zacząłem demontować zbędną elektrykę i kable. Uwierzcie mi, normalna masakra za szafkami. Teraz jestem już pewny że za szafkami siedzą gremliny i plączą kable, no to niemożliwe żebym tak kiedyś je poplątał  🙁
Zostałem bohaterem w swoim domu bo ściągnąłem i wyrzuciłem żyrandol a po zdjęciu karnisza musiałem poleżeć bo mnie pospinało. Niestety prace wymagające wejścia na stołek i zrobienie czegoś z podniesionymi rękami jest dla mnie masakryczne i wyczerpujące. Ale z drugiej strony całkiem wymagająca rehabilitacja. Dzisiaj jeszcze przede mną ściągnięcie dwudziestoletniego dywanu, który już tak śmierdzi że aż głowa boli. Z drugiej strony jest to siedlisko brudu i roztoczy, dlatego też ląduje na razie w piwnicy a później zobaczymy. Kiedyś takie rzeczy robiłem normalnie w pół dnia a teraz schodzi mi 4-5 dni.

piątek 23 wrzesień 2011

Dynamiczny dzień bo od rana Gdańsk, później troszkę odpoczynku i rehabilitacja w ośrodku MEDERI a na koniec zwinięcie dywanu i na śmietnik. Teraz chwila przy kompie i spać. Muszę nazbierać sił na jutrzejsze drapanie ścian. Do jutra.

sobota 24 wrzesień 2011

Sobota od rana zaczęła się koszmarnie. Od 7.00 rano zaczęli za ścianą wiercić dziury bo ocieplają tzw. szczyty. Od samego rana masakra ale tylko do 9.00, później nastała cisza. Jakby nie mogli tego zacząć o 8.00, no i w ogóle bez sensu inwestycja. Nie bardzo rozumiem tok myślenia tego kogoś kto nakazał coś takiego robić. To tak jakby uszczelnić drzwi przy otwartych oknach. Ja zacząłem nastrajać się do schowania kabla w ścianę i zrywania paska ozdobnego oraz przygotowanie ścian do malowania. Oj powiem szczerze że było to dla małe wyzwanie. Dałem radę ale kilka razy musiałem się położyć i odpocząć. Podłużną dziurę robiłbym normalnie 10 minut a teraz robiłem półtorej godziny, ale trzeba wziąć pod uwagę że niedawno praktycznie nie chodziłem. Chemia i rehabilitacja której mogę się poddawać jest dzięki Waszej pomocy. Chcę tym samym pokazać że efekty są powoli widoczne. Wasza pomoc nie idzie na marne. Mam dużo problemów z równowagą przy zmęczeniu ale mogę cokolwiek robić. Mało ale mogę.

Dziura zalepiona, pasek zerwany ale będzie zamalowane i jednolite. Przedstawię później.

niedziela 25 wrzesień 2011

Kontynuuję przygotowanie pokoju do malowania. Staram się robić większość rzeczy sam, chociaż w pracach na wysokości czyli stołkowych musi wyręczyć mnie syn. Wiele spraw jest męczących więc albo robię dużo przerw albo wyręcza mnie Łukasz. Prace idą powoli, ale do przodu. Dopiero jak nie będę mógł czegoś zrobić to wezwę pomoc 🙂 Jutro zaczynam nowy tydzień, nowe wyzwania i powoli do przodu.

poniedziałek 26 wrzesień 2011

Cały czas pracuję nad bohaterstwem we własnym domu. Strasznie powoli ale satysfakcja że samemu robię wiele rzeczy. Dzisiaj zadzwoniła do mnie pani z TVP 1 „Kawa czy Herbata” i zaproponowała mi udział w porannym środowym programie. Niestety nie mogłem się zgodzić w związku z tym że po prostu fizycznie nie dałbym rady 🙁 . Musiałbym być na Woronicza o godzinie 7.30 rano. Choroba wymaga spokoju a nie pośpiechu. Nie mogę robić rzeczy za wszelką cenę.
No ale był też drugi telefon od programu „Na celowniku” i tu doszliśmy do porozumienia, będziemy robić program po 8 października. Może będzie więcej czasu na podziękowania i powiedzenia zdecydowanie więcej.

wtorek 27 wrzesień 2011

Nastało zmęczenie organizmu. Dzisiaj trochę porobiłem i po południu zebrało mnie na spanie, całkiem nienaturalnie bo raczej taki objaw u mnie nie występował. Pod wieczór niestety nie mogłem się za bardzo ogolić. Chodzenie się lekko pogorszyło. No to sobie porumakowałem. Może jutro mi odda.

środa 28 wrzesień 2011

W dalszym ciągu walczę ze ścianami i sufitem wraz z rodziną i pomocą zewnętrzną koleżeńską. Koniec powoli się wyłania i oczywiście pokażę. Jutro podrzucę zdjęcia.

czwartek 29 wrzesień 2011

Przedstawiam zdjęcia z dzisiaj i jak widać zbliżam się do końca. Przy okazji chcę przekazać informację, wszystkim którzy zamówili lub już zakupili cegiełki – lekko się opóźnię z wysyłką. Ale spokojnie wszystko dojdzie. Reszta opisu i zdjęć później.

Niestety nie dałem rady już nic zrobić. Jutro po 10.00 wyjeżdżam do Poznania i w sobotę jestem w Galeria Malta. Dzisiaj już tylko odpoczynek i jutro w drogę. Do zobaczenia w Malcie. W niedziele relacja ze spotkania w Poznaniu.

———————————————————————————————————————————————

PAŹDZIERNIK 2011

———————————————————————————————————————————————-

niedziela 2 październik 2011

Ponieważ późno wróciliśmy w sobotę z Poznania to nawet nie miałem siły włączyć komputera. Dopiero dzisiaj na początku niedzieli z bólem głowy zacząłem sprawdzać wiele miejsc w necie i już jest dużo ze święta 2 SLT w Galeria Malta. Ponieważ mam jeszcze mały bałagan w mieszkaniu przy remoncie więc jeszcze chwila i ja umieszczę swoje materiały ze spotkania poznańskiego. Przy okazji chcę podziękować Panu gen. Usarkowi i wszystkim którzy przyczynili się do organizacji całej aukcji i akcji charytatywnej. Jesteście kochani.
Paweł i jego aparat – dzięki Paweł.
Do Poznania – Kiekrz przyjechaliśmy w piątek po południu aby uczestniczyć w uroczystym obchodzie święta 2 SLT Poznań. Było bardzo miło i sympatycznie, spotkania ze wspaniałym dowództwem 2 Skrzydła oraz generałami z DSP, z dowódcami baz Krzesiny – płk Pszczoła Jacek i Łask – płk Dariusz Malinowski, fantastyczni i przyjacielscy ludzie. Nocleg mieliśmy w hotelu DSP Kiekrz. Na drugi dzień rano ruszyliśmy na Galeria Malta. O godzinie 11.00 zaczęły się obchody „lotnictwo na wesoło”. Fantastyczna atmosfera i ludzie którzy to przygotowywali oraz byli odpowiedzialni za organizację. Było super.
Bardzo dużo wysiłku i energii kosztowało mnie aby tam dojechać i być. Wbrew wszystkiemu byłem i uczestniczyłem i nie żałuję ani minuty tam spędzonej, chociaż były momenty klęski i zwątpienia. Warto było mimo choroby i zmęczenia przyjechać i spotkać się z fantastycznymi lu/h3dźmi. Zdjęcia moje będą troszkę później. Za wszystko bardzo serdecznie dziękuję i wiara moja w ludzi stała się o wiele większa niż była.
Za wszystko bardzo serdecznie dziękuję i wiara moja w ludzi stała się o wiele większa niż była. Jesteście wielcy.

poniedziałek 3 październik 2011

Nie było za bardzo czasu i jak filmować. Zdjęcia są, ale złapałem też chwilę na filmowanie. Było bardzo ciepło a mnie to ścina i szybko się męczę. Kilka kadrów jest.

____________

Arek Biały i ekipa. Z tyłu Sławek Hesja Krajniewski i jego stanowisko „odlot” i troszkę wystawy Andrzeja Olejniczaka gdzie w centrum był wielki model F-16.

____

Relacja foto

Relacja video

wtorek 4 październik 2011

____________

Postępy w remoncie. Po minimalnych kosztach, bo ja z żoną i synem robimy malowanie pokoju. Przychodzi czas, że trzeba odświeżyć i coś zmienić a nie ma za bardzo za co. Trochę długo, ale już postępy widać. W między czasie był wyjazd do Poznania i moje złe samopoczucie, ale co muszę powiedzieć to że wyważona w wysiłku praca przy takim malowaniu to fantastyczna rehabilitacja i ćwiczenie równowagi i synchronizacji ruchu. Ten remont ciągnie się już ponad tydzień a normalnie robiłbym go w 2 dni ale jakaż jest to satysfakcja jak zrobie wiele rzeczy sam w tak niesprzyjających warunkach. Powoli ale sam z rodziną. Pozostało niewiele i koniec na pewno pokażę.

środa 5 październik 2011

Zaganiany, zalatany, zarobiony. Program TVP1 „Celownik” dogadany, będziemy robić w następnym tygodniu no i na nic nie mam czasu a samochód w serwisie i chodzić niewiele mogę. Bez samochodu w moim przypadku to dupa nie życie. Hehehe drzwi do samochodu z Włoch ściągali bo w naszym kochanym kraju nie ma, na szczęście nie ja płacę tylko sprawca kolizji. Tragedia. Teraz odpoczynek. Jutro cd…

czwartek 6 październik 2011

Heja w piękny wieczór. Jest 21.30 i wcale nie zimno tylko ku…sko wieje, ale w domu spoko. Pokój już pomalowany i posprzątany (jutro zdjęcia), teraz czekam na emeryturę i muszę kupić podłogę a przyjaciel złota rączka mi ją położy. Dobry i fajny człowiek. Nareszcie będzie czysto i świeżo. Remont pokoju dał mi niezłą rehabilitację a z drugiej strony wzmocniłem sobie troszkę tężyznę. Przypominam o wyborach. Bo jak nie to będziesz żałował/a.

piątek 7 październik 2011

Metodą chałupniczą i tyle co mogłem zrobić ja, resztę czyli dużą większość pomogła rodzina i przyjaciele. Ważne że są i pomagają. Za niewielkie koszty udało się wyremontować pokoik. Niezmierne dzięki.

____________

Teraz tylko podłoga i ustawić meble. Następne zjęcie już po wszystkim.

sobota 8 październik 2011

Robi się podłoga a wieczorem mała dyskusja na temat wyborów.

____________

Jak widać początki są zawsze trudne, ale efekt zarympisty. Jestem zadowolony że dużo rzeczy zrobiłem sam, trochę wolniej ale zawsze sam. Małe sprawy a bardzo cieszą.

niedziela wyborcza9październik2011

Mój przyjaciel kończy podłogę. Ustawiamy meble i ponieważ niestety nie mam jeszcze samochodu więc korzystam z dobrodziejstwa i podwiezie nas swoim samochodem do komisji wyborczej. Jak pisałem tak zrobiłem – zagłosowałem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A teraz do roboty i koniec. KONIEC !!!!!!!!!!!!
Zagłosowane, posprzątane a teraz przy herbacie oglądamy studia wyborcze i ciekawy jestem jaki będzie z tego cyrk. Lepiej nie będzie ale na pewno będzie weselej 🙂

poniedziałek 10 październik 2011

Wstałem rano niby tak samo ale jakoś inaczej – jakby w nowej Polsce hehehe 🙂 Po włączeniu telewizora dowiedziałem się jednego, że wszyscy się dziwią że Palikot wszedł do sejmu, wielkie mi coś. Wszedł i przynajmniej będą go słuchać. Potem zabraliśmy się z moją Danusią za meble i stół, poustawialiśmy a na koniec spadł mi karnisz, mało mnie krew nie zalała. Po wielkiej walce z karniszem – usiadłem, odpocząłem i zrobiłem dwa zdjęcia. Ogłosiłem koniec remontu pokoju który trwał ponad dwa tygodnie. Ale warto było się tyle pomęczyć żeby tak ładnie to wyglądało. Dzięki mojej rodzinie i przyjacielowi wygląda to tak.

________

wtorek 11 październik 2011

Siedzę w domciu i czekam na dobre informacje z serwisu co do odbioru samochodu. Oddałem do serwisu w związku z kolizją a okazało się, że jeszcze tylna piasta jest do wymiany. Zamieszany jest w to też tylny wahacz no i czekam na fona, ale nie jest to wina kolizji – po prostu zużycie materiału. Bez samochodu w moim przypadku to jak bez nóg. Ja daleko nie mogę a przecież moja Danusia też nie ma już zdrowia lekkoatletki. Jutro na dodatek zjeżdża się TVP na moje niskie progi. Robią program „Celownik” ze mną. Kolejna okazja powiedzieć co jest źle w Polsce z SM no i jak to się przedstawia w moim przypadku. Fajnie że jest ktoś, kto chce to robić i pokazać.
Serwis jednak to porażka, no żesz qrwa jedno zrobią to drugie zepsują. Drzwi zrobili, piaste koła z łożyskiem zrobili ale klamkę od drzwi urwali 🙁 to trzeba mieć talent. Obiecane mam że w piątek wymienią mi klamkę na nową. Normalnie prawo Murphiego. I jak w tym świecie człowiek ma być zdrowy nerwowo ????????.

środa 12 październik 2011

Dzisiaj znowu dynamiczny dzień. Dojechało do mnie w południe TVP 1 „Celownik”. Robiliśmy taki mały programik na temat SM i jak z tym żyje. „Głębokie przemyślenia” temat szeroki jak morze, można mówić i mówić. Nagadałem się a co Pan Jacek z tego zrobi to już nie wiem. Jak tylko będę wiedział o emisji programu to pewnie napiszę. Z tego wszystkiego na lotnisku zmarzłem i czuje się tak średnio. Oby nie wyszło z tego jakieś przeziębienie bo będzie do dupy ze mną, a za tydzień Borne.
Jutro jadę do Iławy do Pana doktora, ponieważ zrobiłem badania pierwiastkowe włosa i w związku z tym jest pan który ustawia pod wyniki całą suplementację oraz dietę. Po powrocie coś skrobnę.

czwartek 13 październik 2011

Czwartek był dla mnie bardzo szczególny. Otóż po zrobieniu badań pierwiastkowych włosa pojechałem do Iławy, do lekarza który odczytuje wyniki i określa dietę oraz suplementację. Po wizycie która trwała prawie półtorej godziny – jestem w szoku !!!!!!!!!!!!!!.

Wkrótce zamieszczę mały skrót z tych badań i z tego spotkania w dziale „walka z chorobą”. Po powrocie długo rozmawiałem z żoną i dochodziłem do siebie. Po raz kolejny odkrywam ścieżki SM w organizmie – są bardzo zawiłe i wymagają dużych zmian, naprawdę dużych.

piątek 14 październik 2011

Dla mnie zaczął się już prawie weekend. Co prawda mam jeszcze małą wizytę w serwisie w Tczewie ale to po południu. Będą robić poprawki hehehe. Mijający tydzień był „chiński”, przy nagrywaniu programu „celownik” z TVP, troszkę mnie przeziębiło i mam przytkany nos a to dla organizmu już jest zarympiste osłabienie. Samopoczucie wtedy leci na łeb. Zacząłem powoli analizować suplementację i dietę zaleconą przez doktora w Iławie po przeanalizowaniu badania pierwiastkowego włosa – można wywnioskować że cywilizacja powoli nas dobija. Sądzę że jeszcze kilkanaście lat i większość z nas będzie chora w sensie obwodowego układu nerwowego. Ale kto teraz o tym myśli ??? A jak się coś odważy powiedzieć to nazywają go oszołomem.

sobota 15 październik 2011

Chyba zaczynam się starzeć 🙂 Dzisiaj siedziałem w większości przy kompie z małą przerwą na zawieszenie, czyli podwieszenie żyrandola. Generalnie zawieszał mój kolega bo ja niestety nie bardzo nadaje się już do takich prac. Tak się prezentuje, jest troszkę więcej światła jak trzeba. Zależało mi żeby za dużo nie odstawało od sufitu a było sporo światła w razie potrzeby 🙂

No ale siedząc przy kompie słucham sobie ostatnio często tego radia >>>> Radio Express i wspominam stare czasy a muzyka moich młodych licealnych lat. 

 

 

 

niedziela 16 październik 2011

Niedziela mija w spokoju i tylko dziękować Bogu za taki fakt. Ważna rzecz którą zrobiłem dzisiaj to przyklejenie naklejki z adresem swojej strony internetowej na szybę samochodu. Nie było to wcale takie proste ale się udało. Niech świat dowie się o wszystkim.

poniedziałek 17 październik 2011

Już niedługo będę znowu w Centrum Rehabilitacji Stwardnienia Rozsianego w Bornem Sulinowie. Dzięki pomocy Waszej mogę poddać się rehabilitacji i wyciszeniu. Niezmiernie pozytywnie wpływa to na organizm w SM. Oprócz tego zmiana otoczenia i środowiska też ma swoje znaczenie. Poniedziałkowe popołudnie spędziłem na analizie swoich potrzeb suplementacyjnych. Jestem jak w labiryncie, mam wszystko wypisane ale co i jak brać to po prostu tragedia. Chyba sobie będę musiał zapisać na kartce, wydrukować i powiesić przed oczami przy komputerze. Pewnie po jakimś czasie się nauczę 🙂
Minął równo miesiąc (17 wrzesień) od tego jak wpadłem na pomysł umieścić na szybie logo samolotu z adresem strony internetowej. Opublikowałem to na FB a odzew był natychmiastowy i super. Po otrzymaniu naklejek minęło kilka dni zanim zostało przyklejone. A wygląda to tak :

Naklejkę zrobiła firma www.szyld.com.pl szef zgodził się współfinansować produkcję naklejek 🙂 a w realizacji zamówienia pomogła Gosia Okine czyli www.facebook.com/pr​ofile.php?id=1000000146022​30 oraz jejstowarzyszenie www.freespotter.com a nad całością czuwała Sylwia Tylkowska

Bardzo, bardzo dziękuję – jesteście kochani.

wtorek 18 październik 2011

Tamtaramtam timtam rimtam jego mać 🙁 dentysta i wymiana trzech plomb do piątku. Zajebioza 🙁
I nie wiem czy się śmiać czy smucić. Heheheh żartowałem. Wbrew pozorom to się cieszę. Pozbywam się powodu mojej choroby, to jak tu się martwić ????
Teraz muszę być jeszcze bardziej konsekwentny i poddać się diecie i suplementacji. Zaczynam się obawiać że zacznie brakować mi czasu i pogubię się w tych suplementach i czasach brania. Strasznie dużo mam ostatnio na głowie i przeszedłem na system kartkowy bo głowa z pamięcią zawodna.

środa 19 październik 2011

Od rana dynamika straszna. Najpierw lekarz i przychodnia, dobrze że byłem krótko to mam nadzieję że się nie zaraziłem się żadnym badziewiem typu przeziębienie. Następnie znowu serwis bo najpierw naprawią ale przy okazji dwie rzeczy zepsują i robią sobie dodatkowe roboty, ale wnioskuję że ci ludzie serwisowi to uwielbiają. I tak sobie Malbork – Tczew – Malbork. W domu dwie godziny i z Malborka heja na Jantar, wykoleić się można, ale rehabilitacja jest najważniejsza. Póki mogę jeździć i mam czym to z radością tam jadę tylko szkoda że trochę boli sama rehabilitacja. Co tam ból – są efekty. Qrde jutro większy ból bo dentystyczny. Co za cholerstwo, raz że boli, dwa że choroba to jeszcze trzeba na to pieniądze wydawać. Szlag.

czwartek 20 październik 2011

Kolejna plomba pooooooooooszła. No i kolejne 130,- poooooooszło, a jutro trzecia idzie „pod nóż”. Jestem już tak znieczulony że żaden polityk nie jest w stanie mnie wyprowadzić z równowagi 🙂 Tak więc jutro jeszcze raz dentysta i trochę przerwy i odpoczynku. Od poniedziałku Borne Sulinowo. Muszę w końcu trochę się wyciszyć i odpocząć bo ostatnio miałem nienaturalny zawrót głowy. Ale i tak już Was nie opuszczę i będę skrobał coś wieczorem, spoko.

piątek 21 październik 2011

Poranny piątek godzina 9.00 a Jacuś siedzi na fotelu dentystycznym z otwartą japą po zastrzyku znieczulającym. Koszmar !!!!!!!!!!! Po 15 minutach pan doktor ze stoickim spokojem wyborował mi kolejną starą plombę. Adios staroć i kolejne 130,- nie moje 🙁 Znowu znieczulone miałem pół szczęki przez pół dnia, masakra. Jak to mówią „polak po szkodzie jest mądrzejszy”, teraz dopiero zaczynam mieć porządek w zębach. Szkoda że tak późno. Kolejna część dnia to zmiana opon na zimowe bo przecież nie pojadę do Bornego Sulinowa na letnich oponach na miesiąc do połowy listopada. Wystałem w kolejce swoje i zimowe już mam na felgach. Popołudniowy piątek to relaks i ewentualnie kierowca rodzinny.

sobota 22 październik 2011

Sobotnie przygotowania do niedzielnego wyjazdu do Bornego Sulinowa. Borne leży w pięknym miejscu i na dodatek niedaleko poligonu Nadarzyce, w strefie TSA 9B 🙂 czasami efki, czasami suczki, czasami antki a lotnisko które jest tuż obok dodaje jeszcze innego lotnictwa – PIĘKNIE klik 🙂 🙂 Od lotnictwa nie da się uciec, trzeba je pokochać. Dziękuję wszystkim którzy przyczynili się że mogę być w centrum rehabilitacji SM. Dzięki Waszej pomocy tam jestem inaczej nie mógłbym tam być.

niedziela 23 październik 2011

O 13.30 ruszam do Bornego. Po drodze przy autostradzie odbieram kolegę, który też jedzie na turnus. Po przyjeździe na miejsce coś wieczorem skrobne. Do wieczora.

poniedziałek 23 październik 2011

Pierwszy dzień w Bornym Sulinowie. Rozpocząłem rehabilitacje miesięczną.

wtorek 24 październik 2011

Drugi dzień rehabilitacji. Po ćwiczeniach miałem basen a po nim siedziałem na korytarzu 15 minut bo sił mi zabrakło.

środa 25 październik 2011

Trzeci dzień rehabilitacji. Dzisiaj czułem się o wiele lepiej, chociaż ćwiczenia nie były mniej intensywne. Jest extra atmosfera i to też jest ważne.

piątek 27 październik 2011

Kończy się pierwszy tydzień rehabilitacji. Ponieważ zmieniłem otoczenie i zacząłem intensywniej ćwiczyć organizm lekko się osłabił, ale czuję że to kwestia jeszcze dwóch dni i będzie dobrze. Dzień normalnie każe mi wstawać o 7.15 rano ze względu na zaparzenie ziółek które pije trzy razy dziennie. Było ciężko ale zaczynam się do tego przyzwyczajać, o 8.00 śniadanie i początek terapii ręki. Znany temat ale teraz są nowe „zabawki” >>

Ciekawe jest urządzenie z kulką, która jest w środku i trzeba ją z wyciągnąć. Troszkę się pomęczyłem ale trenuje się przy tym koordynację ręki.

Doszedłem już do małej wprawy – wyciągam kulkę lewą reką 🙂

Mały luzik przy dyni. Myślą że nas przestraszą hehehe 🙂 🙂

poniedziałek 31 październik 2011

Dzisiaj są urodziny mojej kochanej Gabrysi – kończy 10 lat. Weszła właśnie w drugą dekadę życia. Ponieważ niestety nie mogę przyjechać z Bornego życzę Ci wiele miłych i wspaniałych chwil w życiu Gabrysiu. O przebiegu pobytu w Bornym napiszę jutro ze zdjęciami włącznie. A dzisiaj tylko ukończona dynia 🙂

_________

———————————————————————————————————————————————

LISTOPAD 2011

———————————————————————————————————————————————-

środa 2 listopad 2011

Przez chwilę mnie nie było bo nic za bardzo się nie działo oprócz rutynowej rehabilitacji w ośrodku. Z drugiej strony nie chcę Was zamęczać zdjęciami jak leżę na leżankach podpięty do prądu albo na stołach u fizjoterapeutów. Ponieważ w święta niestety nie pojechałem do rodziny i zostałem w Bornym Sulinowie to troszkę pojeździłem po okolicy. Było ciepło i przyjemnie co sprzyjało w krótkich wypadach. Owocem są zdjęcia i filmy które udało mi się zrobić, a które tu właśnie przedstawiam. Pierwsze to miejscowość Kłomino, opuszczone i zdewastowane poradzieckie miasteczko w Polsce w którym mieszkali i stacjonowali żołnierze radzieccy którzy byli w obsłudze balistycznych rakiet atomowych. Sporo jest tego w necie a ja mając okazję to zobaczyć na własne oczy pojechałem tam i trochę nagrałem. To jedna z wycieczek po historii atomowej w Polsce.

___

film nakręcony w Kłomino

czwartek 3 listopad 2011

Następny mój krok z kolegą w pokoju był wyjazd troszkę dalszy, bo w las gdzie znajdowały się bunkry poradzieckich atomowych rakiet balistycznych. Jest to bardzo rozległy kompleks i starannie ukryty w lesie. Już z kilkudziesięciu metrów nic nie można zobaczyć, po prostu bardzo sprytnie i przemyślanie zrobione. Troszkę nam zeszło zanim to znaleźliśmy ale się udało. Samochód w tym bunkrze to jeden z niewielu samochodów które tam wjechały 🙂

_____

Gdzieś tam jest bunkier atomowy 🙂

_

No i znalazł się 🙂 sprytnie schowany hehe 😉

a tutaj film >>>>> FILM

piątek 4 listopad 2011


Dzisiejszy piątek kończy pierwszą połowę turnusu. Z rehabilitacją „weszliśmy” na bardziej intensywne ćwiczenia rozciągające z których jestem zadowolony. Co prawda boli, ale wiem że będą po tym pozytywne efekty. Dzisiaj też zacząłem kriokomorę brrrrrrrrrr lecz ku mojemu zdziwieniu jest już za pierwszym razem OK. Poprzednie pierwsze wejścia zawsze były jakieś takie bardziej zimne i początki trudniejsze.

środa 9 listopad 2011

Środek tygodnia i ja dopiero wlazłem na „tory” rehabilitacyjne, po dłuższym weekendzie a już za chwile będzie  następny. Za rok już tego turnusu nie wybiorę bo jest trochę bezsensowny, za dużo świąt i dni wolnych. W tym roku był to mus ze względu na szpital 5-ego grudnia, ale za rok już nie będzie szpitalai będę mógł przyjechać na listopad-grudzień. Nie będzie tylu dni jałowych. Jak na razie jest OK. Najważniejsze że psychicznie jest dobrze i za tym idzie cała reszta. W niedługim czasie napisze o palcach 🙂

czwartek 10 listopad 2011

Czwartek niczym szczególnym się nie wyróżnił. Jak na razie rehabilitacja i ćwiczenia zabiegowe idą w dobrym kierunku. Kriokomora jest super i czuje się po niej naprawdę dobrze. Jak to mówię że szału nie ma ale najważniejsze że się nie pogarsza. Psychicznie bardzo dobre samopoczucie i to właśnie dzięki takim ludziom jak Wy, mojej rodzinie i Tym którzy mnie wspierają. Ostatnim czasem zelżały i osłabły bóle lędźwiowe, naprawdę super. W większości przypadków odczułem poprawę chodzenia. Zobaczymy jak będzie dalej. Palce może jutro 🙂

piątek 11 listopad 2011

Wiele pokoleń o to walczyło abyśmy teraz byli „wolni”. Walczyli, walczyli, przelewali za to krew. Teraz mamy święto i to święto powinniśmy uczcić na wesoło – cieszyć się z tego że jesteśmy wolni a nie być smutasami. Przestańmy się obrażać, bić między sobą i pielęgnować nienawiść. Życzę wszystkim Polakom, aby dalsze życie w wolnej Polsce było lepsze i nigdy nie będziemy musieli przeżywać tego co przeżywali „NASI” przed laty.

sobota 12 listopad 2011

Udało mi się na chwilę wpaść. Padł internet i jak naprawią to wracam. Dobrze by było gdybym miał coś bezpp style=”text-align: left;” rzewodowego mobile.

poniedziałek 14 listopad 2011

Ruszył net i zmasowany atak spamu na mój blog – masakra. Dzień poniedziałkowy minął bardzo dobrze w Bornem Sulinowie, codziennie lodówa -126° i do przodu. Troszkę gorzej ostatnio mi się chodzi ale odbieram to jako zmęczenie rehabilitacyjne i ćwiczeniowe. Sądzę że po trzech tygodniach wrócę z chodzeniem lepszym niż przed. Jak na razie rehabilitantka daje mi lekko w kość.

środa 16 listopad 2011

Obudziłem się z samego rana jak co dzień przy Igi Pop, prawie wyspany. Poranne rytuały i jeszcze przed śniadaniem zaglądam na pocztę. Nic szczególnego więc idę coś zjeść i mam godzinę do zabiegów. Uruchamiam FB i oczom ukazuje mi się widok pracy Pawła Fidali, który zrobił film. Trochę mi łzy poleciały. Pierwszy raz od dwóch lat ktoś spowodował że zapłakałem nad sobą.

czwartek 17 listopad 2011

Co prawda piszę dzisiaj ale działo się wczoraj. Dowiedziałem się że widnieje na stronie PolskieOrły.pl jako jeden z czterech do wyboru w plebiscycie „człowiek roku” lotnictwa wojskowego. Jest to dla mnie chyba jedno z największych wyróżnień, tym bardziej że konkuruje z takimi fantastycznymi ludźmi jak Czarek Wiśniewski ( Czarek serdecznie pozdrawiam ) i inni piloci. Wyróżnienie jest wielkie aczkolwiek całe głosowanie jest w Waszych palcach ( klawiaturze ) 🙂

Aby zagłosować trzeba kliknąć na zakładkę „człowiek roku” a następnie na „lotnictwo wojskowe”

sobota 19 listopad 2011

Ostatnie dwa dni miałem trochę zakręcone. Jestem już co prawda w domciu i turnus zakończyłem, no a teraz troszkę odpoczynku i lenistwa. Po przyjeździe do domu, rozpakowaniu i wypiciu małej kawy włączyłem kompa i złapało mnie „zdziwko” bo zero neta. Dzwonie do operatora i pytam co jest bo mnie bardzo pili a on na to że jakiś łoś pod Iławą koparką urwał światłowód i połowa pomorskiego jest odcięta od neta. Awaria trwała prawie cały dzień i dopiero wieczorem ruszył internet. Parę dni temu dowiedziałem się że w piśmie „Polska Zbrojna” umieszczono informację o akcji 2 SLT Poznań i aukcji która się odbyła. Dziękuję wydawnictwu za tę publikację. Walka trwa.

____

niedziela 20 listopad 2011

Postanowiłem że niedziela zostanie potraktowana typowo leniwie, ale to tylko tak się zawsze mówi bo z reguły zawsze coś wyskoczy lub przypomni i trzeba coś zrobić. W moim przypadku prawie zawsze tak jest – pech ???. Oczywiście musiałem doprowadzić kilka rzeczy do porządku a spać się chce. Dzień okrutny bo strasznie ciemny, można deprechy dostać. W takich przypadkach od razu źle się czuję.

  wtorek 22 listopad 2011

Zauważyłem że osłabia się moje chodzenie. Co prawda to nie jest sprawa „rzutowa” ponieważ mój SM zdiagnozowano jako „cztero kończynowy-postępujący”, takie osłabienie spowodowane może być zmęczeniem materiału J lub pogodą. Chociaż raczej nie byłem meteoropatą a coraz częściej odczuwam zmianę pogody. Albo sprawa choroby albo wieku, jedno jest pewne – jak nie będę się rehabilitował to zakończę na wózku 🙁

_____

Przed jednym z marketów malborskich czekałem na żonę ale nie stałem na miejscu dla niepełnosprawnych ponieważ nie zauważyłem. Zauważył to jednak przedstawiciel handlowy, który natychmiast wykorzystał aby nie mieć daleko do sklepu.

niedziela 27 listopad 2011

5 dni przerwy i w sumie nic wielkiego się nie wydarzyło. Po pobycie w Bornem Sulinowie trochę odsapnąłem. Muszę się tym podelektować bo od 5 grudnia jestem w szpitalu w Bydgoszczy. Będę poddawany badaniom kontrolnym oraz ostatnie podanie leku MITAXANTRON. Na samą nazwę robi mi się niedobrze. Boję się że moje leczenie może się zakończyć i będzie źle. Ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję że lekarze mnie tak nie zostawią i coś zaproponują. Jak nie to dupa.

O moim „Edku” napiszę jutro i dołożę kilka zdjęć a może już filmik. Dobranoc 😉

poniedziałek 28 listopad 2011

Taka ciekawostka.
Przedstawiam Edka – „latająca” ryba rekin. Jest to bardzo sympatyczny prezent. Napompowany helem fruwa sobie pod sufitem i prawie zawsze się słucha. Na spanko idzie sobie w kącik a przy okazji go doładowuje.  Napis nakleiłem sam. Niestety nie mogę go wystawić na większą przestrzeń bo mi ucieknie. 

    

 

                                                                                     filmik

 

wtorek 29 listopad 2011

Już myślałem że do końca roku nic mnie negatywnego nie zaskoczy. Turnus zakończyłem, powoli wracam do lepszego samopoczucia. Oswoiłem się z myślą o ponad tygodniowym szpitalu w Bydgoszczy i ostatniej dawce leku a tu – dupaaaaaaaaaaa. Coś mnie tknęło żeby zadzwonić do szpitala bydgoskiego i potwierdzić mój przyjazd, i dowiaduje się że nie mogą mnie przyjąć bo nie mają leku ,,,,,,,,,,,,, i mówię a co dalej z terminem, co z dawką która powinna być podana w określonym terminie. Odpowiedź usłyszałem – proszę czekać na telefon, powiadomimy pana o terminie przyjazdu. Nieźle, sobie pomyślałem. Mam nadzieję że ten szpital nad tym panuje. Jeżeli już jest problem z tego typu lekiem to zastanawiam się co będzie dalej ??????????
Co będę musiał zrobić i ile zapłacić za leczenie ???????????

środa 30 listopad 2011

Nastała czarna środa

Sytuacja jest następująca:

 na 5 grudnia 2011 miałem termin podania ostatniej dawki leku o nazwie MITOXANTRON, niestety okazało się że leku w Polsce nie ma ( nie wiadomo dlaczego ) i termin jest nieaktualny. Szpital przesunął mi termin na 14 marzec 2012 !!!!!

 Tyle miesięcy przerwy to zbyt długo w moim przypadku.

 Nie mogę tyle czekać :-(((((((((((((((((((((((

 W związku z tą sytuacją poszukuje dawki leku MITOXANTRON – jest na receptę a koszt na dzień dzisiejszy jest mi nieznany ( ale jakieś pieniądze się znajdą ). Aby podać w terminie.

 Jak ktoś jest w stanie pomóc, to proszę o pomoc.

———————————————————————————————————————————————

GRUDZIEŃ 2011

———————————————————————————————————————————————-

  czwartek 1 grudzień 2011

Po wczorajszej całodziennej walce ze szpitalem i szukaniem wyjścia z sytuacji aby mnie przyjęto w terminie oraz dzisiejszego dzwonienia wszędzie gdzie się da, sytuacja wygląda następująco.

Jeżeli otrzymam lek obojętnie skąd to i tak mi nigdzie go nie podadzą bo musi się na to zgodzić ministerstwo zdrowia. Do ów ministerstwa musi wystąpić lekarz np. z bydgoskiego szpitala i otrzymać lek który mi podadzą. NFZ wtedy za to zapłaciłby ale nie zapłaci bo lek zdrożał, więc nie mam możliwości otrzymania leku. Jeżeli go sobie kupię to szpital mi nie poda bo nie ma pewności jakie jest pochodzenie leku. Kółko się zamknęło i jestem udupiony.
Teraz, jeżeli lek kosztuje 250 euro i mam takie problemy to co będzie kiedy będę musiał kupować lek za około 4000 zł miesięcznie w połowie 2012 roku ???????????
NFZ mnie kolejny raz wyśmieje.

piątek 2 grudzień 2011

Dopadło mnie jakieś cholerstwo wirusowe. Już drugi dzień jestem nie do życia. Kręci w nosie, co chwila kicham, i góra chusteczek zużyta. Głowa pęka, oczy bolą nie do zniesienia. Źle się czuję i od razu gorsze chodzenie i ruchliwość. Zmęczenie odczuwalne jest już po kilku ruchach. A najgorsze jest to że z nosa mi leci jakby mnie ktoś podłączył do kranu z wodą 🙂 Makabra.
Dzisiaj wieczorem okaże się kiedy i czy w ogóle będę poddany lekowi w szpitalu. Jeżeli mnie nie przyjmą to można powiedzieć że kuracja nie została skończona. Mam nadzieję że nie zostawią mnie samemu sobie.

sobota 3 grudzień 2011

Muszę się troszkę pożalić, bo kolejny dzień jestem padnięty i na dziwnym katarze. Średnio co 15 minut strasznie mnie kręci w nosie że aż oczy mnie bolą i chcą wypaść. Cały czas kicham i z nosa mi leci ciurkiem, co za skur………stwo. Osłabiło mnie masakrycznie, ledwo łażę i jeszcze pewnie minie trochę czasu zanim stanę na nogi. Nawet nie chcę myśleć co to by było gdybym nie przyjmował żadnych suplementów i wspomagaczy dla organizmu. Do tego dochodzi oczekiwanie na informacje ze szpitala, z tego co wiem to mam się nie martwić bo do połowy grudnia lek będę miał podany.

niedziela 4 grudzień 2011

dzisiaj luzik

 

oprócz tego powolne wychodzenie z kataru. Już jest prawie ok.

poniedziałek 12 grudzień 2011

Miało być przerwy 10 dni ale przyspieszam termin. Nie wytrzymałem i muszę się wypstrykać, a trochę się nazbierało.

Początek grudnia miał być pod względem choroby pozytywny. Miałem być 5 grudnia w szpitalu na podaniu 7-ej dawki MITOXANTRONU, miały być badania i duże nadzieje na dalsze leczenie. Niestety stało się inaczej, szpital nie ma leku i nie wiadomo jak z tym będzie no i moje dalsze leczenie jest pod znakiem zapytania, ponieważ bardzo możliwe jest przejście na leczenie lekiem Copaxone za prawie 5000 złotych miesięcznie. Kilka miesięcy i po leczeniu 🙁
Jeżeli przerwę dotychczasową kurację to w kilka tygodni zostanie zaprzepaszczone to co uzyskałem swoją ciężką pracą przez tyle miesięcy. Ta wizja mi się zupełnie nie podoba.
Szpital powiedział mi telefonicznie jak JA zadzwoniłem że proponuje mi termin 14 marca 2012.

Zostałem potraktowany jak ostatni palant. Przestało mi się w głowie mieścić że po tym jak poświęciłem tyle lat zdrowia i życia dla kraju – teraz jestem traktowany jak szmaciarz. I finalnie albo będę zbierał co miesiąc 5000 zł na lek albo choroba mnie pokona.
Pięknie 🙁

wtorek 27 grudzień 2011

Jeden z ostatnich moich wpisów w tym roku a może nawet ostatni 🙁 
Dzisiaj nie wytrzymałem i zadzwoniłem do bydgoskiego szpitala wojskowego z zapytaniem co dalej ?????? Z całym szacunkiem do ludzi tam pracujących i szacun dla tych którzy mnie przyjęli na leczenie kilkanaście miesięcy temu. Ale teraz odmówili mi podania leku zasłaniając się jego brakiem a potem przepisami że gdybym nawet sam załatwił i kupił ten lek to mi nie podadzą bo takie przepisy, i co tu robić ??? Beznadziejność mnie ogarnęła. Tak jak do mnie podeszli i potraktowali tak jednocześnie zrobili, przesunęli mi termin podania leku z 5 grudnia 2011 na 14 marzec 2012 i kazali się cieszyć że tylko tyle miesięcy. A to że choroba może się zaostrzyć to już ich nie interesuje, mam się cieszyć że i tak mi podadzą. Akurat przy tym leku i przy takiej przerwie to jak psu na budę, można byłoby ten lek sobie w dupę wsadzić. Tak się złożyło że dowiedziałem się o tym że szpital lek ma a ja w dalszym ciągu mam termin na 14 marzec.  Oczywiście jak nie użyjesz przysłowiowej szpilki i nie wsadzisz jej w dupę to nic nie da się uzyskać. Musiałem nadwyrężyć swoje końcówki nerwowe i stracić pieniądze na telefony żeby cokolwiek uzyskać. Mam nadzieję że się udało ale też dzięki dobrym i życzliwym ludziom. Termin udało się przesunąć na 12 styczeń 2012 roku. O zmianach na pewno będę pisał i w miaręniedziela 20 listopad 2011pspan style=”mso-spacerun: yspan style=”font-size: 12.0pt; mso-bidi-font-size: 11.0pt; line-height: 115%; color: black; mso-themecolor: text1;”es;”br / możliwości informował.
Gdybym się nie mógł odezwać to życzę wszystkim /spana href=”http://jacek.walczy.pl/wp-content/uploads/2011/04/sprawny2.jpg” target=”_blank”/spanszczęśliwego Nowego Roku 2012 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

ostatni wpis roku sobota 31 grudzień 2011

Na zakończenie tego roku chciałbym Wam wszystkim podziękować za wszystko co dla mnie zrobiliście, poje podziękowanie i tak będzie zawsze malutkie ale szczere z całego serca – DZIĘKUJĘ. Pamiętajcie o mnie, bo jesteście dla mnie ważnym ogniwem w walce z chorobą. Na 2012 rok planuje też trochę inny wymiar i sposób przekazu.
Pozdrawiam Was w ostatni dzień roku 2011.

Do 2012 znaczy do jutra 🙂 🙂 🙂 

 

 

 

 

 

 

20 Responses to Dziennik codziennik 2011

  1. Wiesław says:

    Witaj Jacku !!!
    Ty walczysz o poprawę zdrowia i zachowanie kondycji, ja mam dziś dyżur. Obaj więc solidnie pracujemy, choć to weekend. Życzę Ci owocnej rehabilitacji, wytrwałości i dużo, dużo zdrowia.
    Twój nowy blog bardzo mi się podoba. Serdecznie pozdrawiam,
    Wiesław.

    • admin says:

      Wiesiu, obaj wiemy że ja walczę ale Ty przecież też walczysz. Może nawet bardziej niż ja.
      Jest takie powiedzenie: „dobro powraca”. Tej dewizy się trzymajmy.
      Cieszy mnie to że blog się podoba.
      Bardzo serdecznie pozdrawiam.

  2. jacktecl says:

    Witam.
    Musze przyznac że super sprawa z powstaniem bloga. Obiecuje zaglądac jak i w miare możliwości służyc pomocą.
    Trzymaj się i trzymam kciuki!
    Pozdrawiam.
    Jacek

  3. Dzidek says:

    Cześć. Akurat jestesmy na Wielkanoc w Malboro i miałem nadzieję że uda się spotkać, ale widzę że sąsiad wyjechany. Trzymaj się Jacku i mam nadzieje że uda się spotkać (niestety w Wawie roboty od groma i rzadko jest szansa się wyrwać).
    Pozdrowienia dla Ciebie i rodzinki.
    Paweł

  4. Wiesław says:

    Cześć Jacku !!!
    Z załączonych zdjęć i Twoich komentarzy wynika, że święta miałeś pełne wrażeń. Jak widać, pogoda również dopisała. Ja, obydwa świąteczne dni spędziłem w pracy. Wbrew pozorom, ruch był spory i szczerze mówiąc, jestem zmęczony. Ty, we wtorek wracasz do ciężkiej pracy. To już ostatni tydzień. Najważniejsze jest to, aby Twój wysiłek zaowocował poprawą zdrowia, lepszą formą fizyczną, bo psychicznie, jak widzę jesteś mocny. Tak trzymaj.
    Dobrze, że załączasz zdjęcia z Bornego Sulinowa i opisujesz swoje zabiegi. Robisz mi coraz większy apetyt na rehabilitację w tym ośrodku. Jeżeli nie uda mi się na jesieni, to zapewne wybiorę się tam w przyszłym roku. 16-go maja wyjeżdżam do Bielska-Białej na intensywna rehabilitację, do prywatnego ośrodka na dwa tygodnie, potem do Muszyny, gdzie będę również miał zabiegi lecz nieco inne, bardziej relaksujące.
    Życzę Ci siły i wytrwałości do końca i serdecznie Cie pozdrawiam,
    Wiesław.

  5. bertb says:

    Polecam
    – nie walcz a żyj jakby się nic nie mogło złego dziać
    – w chwilach poszukiwania wiadomości o SM, konieczności wyjaśnienia niektórych problemów może znajdziesz odpowiedź tu: http://wadalbertb.wordpress.com/
    Pozdrawiam

  6. Kuba says:

    Kawałek blachy jest doklejany po to, żeby przesyłka ważyła więcej niż 50g. Przesyłki poniżej 50g może doręczać tylko Poczta Polska bez dodatkowej opłaty. Inni operatorzy musieliby pobierać opłatę 2,5 razy wyższą niż Poczta. Sposób na ominięcie prawa. Ma się to zmienić w 2013 roku.
    Życzę zdrowia i sił w walce z chorobą.
    Pozdrawiam

  7. KARINA says:

    Ten poczatek chyba wszyscy znaja: Ach zdrowie, ile cie trzeba cenic… Odkad zaczal dokuczac mi bol glowy myslalam co moze byc jego przyczyna i stwierdzilam – KOMPUTER!!! Nie ma to jak siedziec godzinami przed kompem i bezproduktywnie tracic czas na jakis pierdolach.. Jednak niekiedy trafia sie na takie fajne artykuly i ponownie wciagnieta jestem na wiele godzin. Dziekuje autorowi za moje dolegliwosci 😉 Przyznam jednak ze takie bole to zniose z przyjemnoscia. Milego dnia.

  8. VICKY says:

    Cytujac klasyka: Zdrowie, ile cie trzeba cenic… Jak zaczal dokuczac mi bol glowy myslalam co moze byc jego przyczyna i odkrylam malo odkrywczo – KOMPUTER!!! Nic glupszego niz wysiadywac godzinami przed kompem i bezproduktywnie tracic czas na jakis pierdolach.. Aczkolwiek nieraz trafia sie na takie zaj…. artykuly i ponownie wciagnieta jestem na dlugie godziny. Dziekuje autorowi za moje dolegliwosci 😉 Zeby tylko takie byly powody chorob. Pozdrawiam serdecznie.

  9. Krycha says:

    Psychika jest najważniejsza w leczeniu. To,że jest w dobrym stanie to tak dalej trzymać 🙂

  10. Krycha says:

    palce? Ty się dziwisz,że Cię bolą???jak tyle musisz pisać uderzając nimi po klawiaturze komputera to ja się nie dziwię…blog, maile….ale mam coś co Ci może pomóc ( a na pewno nie zaszkodzi ) na te bóle…

  11. Toper says:

    Witam,
    wpadłem na tą stronę przypadkiem. Gratuluję determinacji i trzymam kciuki. Niestety nic więcej mądrego napisać nie mogę, ponadto, że jestem pod wrażeniem Twojej determinacji i siły ducha. Życzę duuużo zdrowia!!!

    Widzę, że jeździsz Lybrą, zapraszam na nasze forum klubowe http://www.lanciaclub.pl/
    w przypadku problemów z samochodem, na pewno znajdzie się ktoś kto pomoże i doradzi. Sam też jeżdżę Lybrą 🙂

  12. Krycha says:

    to super!!!chociaz jedna dobra wiadomosc…pozdrawiam

  13. Krycha says:

    chociaz jedna dobra wiadomosc…co do kataru…jako ratownik polecam…chleb podsmazony z czosnkiem…albo gorace mleko z czosnkiem…do tego skarpety frottowe do snu…na pewno pomoze 🙂 pozdrawiam…ja za pare godzin ewakuuje 4500 ludzi bo beda bombe wyciagac…nafaszerowalam sie tymi moimi medykamentami…bo pogoda jest straszna…

  14. Kuba says:

    Panie Jacku, z okazji dzisiejszych już Świąt przesyłam Panu oraz rodzinie najlepsze życzenia, zdrowia, zdrowia, ogromnej wytrwałości i siły w walce z chorobą oraz w walce z Polską…Czytając Pana słowa jedyne co mam w głowie to pustka, bo sam nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego wszystko w naszym kraju się tak układa.
    Mam jednak ogromną nadzieję że mimo bardzo trudnej sytuacji w której się Pan znajduje, uda się znaleźć z niej pozytywne wyjście. Mam nadzieję że sam będę mógł jeszcze nie raz Panu pomóc. Także wytrwałości Panie Jacku, siły i determinacji! Pozdrawiam serdecznie!

  15. Krycha says:

    Tobie Jacku również wszystkiego najlepszego w Nowym Roku…przede wszystkim cały wór zdrowia,drugi pełen wytrwałości i cierpliwości, a trzeci pełen uśmiechu i radości..w czwartym worze mam życzenia dla całej Twojej rodzinki…aby wszystkie marzenia się spełniły,żeby słońce świeciło przez cały rok…mało trosk i problemów a więcej roześmianych twarzy…wszystkiego najlepszego!!!!

Dodaj komentarz